[Żródła do historii Polski XIX-XX w.]


 

1939 sierpień 29, Moskwa

Raport ambasadora RP w Moskwie dla ministra Józefa Becka o pierwszych reakcjach po podpisaniu paktu niemiecko-sowieckiego

Tajne

Nieliczne dni, jakie upłynęły od podpisania sowiecko-niemieckiego paktu o nieagresji, przyniosły pewną ilość momentów charakterystycznych.

Pierwsze wrażenie dwuznaczności samego aktu i jego walorów prawie wyłącznie taktycznych zdaje się potwierdzać. Potwierdza się także wrażenie, że pakt nie przesądza stanowiska Sowietów na wypadek konfliktu i jest jedynie punktem wyjścia do dalszej rozgrywki.

Wygląda, że co do znaczenia paktu Italia została wprowadzona w błąd. "Relazioni Internazionali" przewidywały "radykalną zmianę polityki wielkiego mocarstwa". "Corriere della Sera" prekonizował powstanie dla Polski wschodniego frontu wojennego. Dlatego też Ribbentrop, stwierdziwszy w Moskwie możliwość jedynie nader ograniczonych konsekwencji politycznych zamierzonego paktu, miał do wyboru pomiędzy dwoma smutnymi alternatywami: podpisanie układu o nieistotnej wartości politycznej dla Niemiec albo skandal w postaci wyjazdu bez podpisania. Niemcy postawiły na kartę efektu i efekt ten zawiódł.

Ale rachuby sowieckie zawiodły w nie mniejszej mierze:

  1. a) pakt nie zapewnił jeszcze wybuchu konfliktu i nie powstrzymał Hitlera od usiłowań negocjacyjnych;
  2. b) odbił się całkowicie ujemnie dla Sowietów na zagadnieniu Dalekiego Wschodu. Jest rzeczą jasną, że ani Japonia, ani Sowiety konfliktu między sobą obecnie nie pragną. Natomiast konflikt angielsko-japoński był Sowietom bardzo na rękę. Pakt o nieagresji tę kartę odwrócił i zarysował nawet widmo porozumienia japońsko-angielskiego;
  3. c) wartość szantażowa paktu w stosunku do Anglii i Francji na razie nie została zrealizowana. Sowiety mogą się jeszcze nieco "odkuć", jeżeli konflikt wybuchnie. Ale w razie pokoju pakt wróży im same cierpienia i małą polityczną katastrofę.

Tak długo, jak wojna jeszcze grozi, Sowiety mogą robić bonne mine au mauvais jeu [dobrą minę do złej gry]. Zdają się eliminować z układu sowiecko-angielsko-francuskiego trudne zagadnienie gwarancji dla państw bałtyckich. Grożą zaopatrywaniem Niemiec w surowce. Usiłują zwalić całą "winę" na Polskę. (W rzeczywistości sytuację naszą podpisanie paktu znacznie odciążyło[sic!]). Mołotow powiedział Naggiarowi, że pakt francusko-sowiecki jest zachowany, bo nie jest aliansem.

Woroszyłow przemówić musiał. O ile mi wiadomo, ukryto ten wywiad dokładnie przed opinią niemiecką. Jednocześnie jednak propaganda niemiecka zapomniała od wczoraj o "epokowym" pakcie z Sowietami.

Myślę, że wypadki dni ostatnich wpłynęły na porządek dzienny sesji Rady Najwyższej.

Ratyfikacja paktu znalazła się w ostatnim punkcie porządku dziennego.

Mam wrażenie, że Mołotow zwleka z przemówieniem.

Nie bez pewnego echa na Kremlu są reperkusje wewnętrzne i zewnętrzne. Sowiecki lud mówi: "swołoczi, Tuchaczewskiego rozstrzelali, a teraz co robią?"

Parę wrażeń z korpusu [dyplomatycznego]:

Na moje pytanie, jakie wrażenie zrobił pakt w Stanach Zjednoczonych, Steinhardt odpowiada: "C'est l'impression du dégolît le plus profond" [Jest to wrażenie napawające największym wstrętem].

Pytam się Togo: "How did you like the declaration of Mr Ribbentrop?" [Jak spodobało się Panu oświadczenie Ribbentropa?] Togo: "What Mr Ribbentrop says is for me of no importance" [To, co powiedział pan Ribbentrop, nie ma dla mnie znaczenia].

Zachwycony był tylko miły germanofil, min. [turecki] Idman. Powiedziałem mu: "Vous allez voir que le pacte va durer jusqu'a dimanche". (Myślałem o możliwości wybuchu konfliktu, ale wybuchł tylko Woroszyłow.)

Ambasador RP
/-/ Dr
Wacław Grzybowski


Źródło:
Diariusz i teki Jana Szembeka, t. IV, (1938-1939), Londyn 1972, s. 771-772.

Powrót do wykazu chronologicznego