Wielce Szanowny Panie Prezesie Rady Ministrów:
Pojmuję myśli, które Pan wypowiada. Także ja nigdy nie lekceważyłem wysokiego obowiązku, spoczywającego na tych, od których zależy los narodów. Jako dawny żołnierz frontowy znam tak samo jak Pan okropności wojny. W wyniku tego przekonania i świadomości także ja starałem się uczciwie zlikwidować wszystkie elementy zatargów między naszymi dwoma narodami. W swoim czasie całkiem otwarcie zapewniłem naród francuski, że przesłanką tego byłby zwrot Zagłębia Saary. Natychmiast po tym zwrocie uroczyście potwierdziłem swoje wyrzeczenie się jakichkolwiek dalszych pretensji, które mogłyby dotyczyć Francji. Naród niemiecki aprobował moje stanowisko. Jak Pan sam mógł przekanać się podczas swej ostatniej tu bytności, naród nasz nie odczuwał i nie odczuwa wobec dawnego walecznego przeciwnika, w wyniku takiego swego stanowiska, żadnego żalu, a tym mniej nienawiści. Przeciwnie. Uspokojenie na naszej granicy zachodniej doprowadziło do rosnącej sympatii, przynajmniej ze strony narodu niemieckiego. Do sympatii, która ujawniła się przy wielu okazjach w sposób wprost demonstracyjny. Budowa wielkich fortyfikacji na zachodzie, która pochłonęła i pochłania wiele miliardów, jest zarazem dla Niemiec dowodem uznania i utrwalenia ostatecznej granicy Rzeszy. Naród niemiecki wyrzekł się przez to dwu prowincji, które niegdyś należały do dawnej Rzeszy Niemieckiej, później zostały z wielkim rozlewem krwi zdobyte i z jeszcze większym rozlewem krwi bronione. Ta rezygnacja przedstawia, jak mi to Pan, Ekscelencjo, musi przyznać, nie jakieś pociągnięcie taktyczne obliczone na zewnątrz, lecz decyzję, która we wszystkich naszych działaniach była konsekwentnie utrwalana. Nie może mi Pan, Panie Prezesie Rady Ministrów, wymienić ani jednego wypadku, w którym by [z naszej strony] występowano choćby tylko jednym wierszem albo choćby tylko jednym przemówieniem przeciw temu ostatecznemu ustaleniu granicy Rzeszy Niemieckiej na zachodzie. Sądziłem, że przez tę rezygnację i przez to zachowanie wyeliminowałem jakikolwiek dający się pomyśleć element zatargu między naszymi obu narodami, który mógłby doprowadzić do powtórzenia tragedii z lat 1914-1918. To dobrowolne ograniczenie niemieckich roszczeń życiowych na zachodzie nie może być jednak rozumiane jako akceptowanie dyktatu wersalskiego również we wszystkich innych dziedzinach. Ja usiłowałem rzeczywiście rok za rokiem osiągnąć rewizję przynajmniej najbardziej niemożliwych i najtrudniejszych do ścierpienia postanowień tego dyktatu drogą rokowań. To okazało się niemożliwe. Z tego, że do rewizji dojść musi, zdawali sobie sprawę liczni rozumni ludzie spośród wielu narodów. Cokolwiek by się dało powiedzieć przeciw mojej metodzie, jakikolwiek by się jej postawiło zarzut, w każdym razie nie można nie widzieć i nie można przeczyć, że dzięki niej było możliwe w wielu wypadkach nie tylko znaleźć rozwiązanie zadowalające dla Niemiec, lecz również stało się możliwe, że dzięki temu mężowie stanu innych narodów zostali zwolnieni od zobowiązań (których częsho nie mogliby dotrzymać), w oczach swojego własnego narodu i odpowiedzialności za tę rewizję. A to dlatego, Wasza Ekscelencja będzie musiała mi to jednak przyznać: że rewizja przyjść musiała. Dyktat wersalski był nie do zniesienia. Żaden honorowy Francuz, a także Pan, Panie Daladier, nie postępowałby w podobnym położeniu inaczej niż ja. Próbowałem zatem w tym duchu zlikwidować najbardziej ze wszystkich nierozumne postanowienie dyktatu wersalskiego. Wysunąłem wobec Rządu Polskiego propozycję, która przeraziła naród niemiecki. Nikt inny poza mną nie mógłby się w ogóle odważyć, by wystąpić z taką propozycją. Dlatego też mogła ona zostać wysunięta tylko jeden raz. Jestem teraz najgłębiej przekonany, że gdyby wówczas ze strony Anglii zamiast rozpętania w prasie dzikiej kampanii przeciw Niemcom, zamiast rozsiewania pogłosek o jakiejś niemieckiej mobilizacji, doszło do perswazji wobec Polski, by ta zajęła rozsądne stanowisko, Europa dziś i to na lat 25 mogłaby korzystać ze stanu najprawdziwszego pokoju. Tak jednak przez kłamstwo o agresji niemieckiej podniecono polską opinię publiczną, utrudniono Rządowi Polskiemu powzięcie własnych, niezbędnych jasnych decyzji, a następnie przez udzielenie obietnicy gwarancji zamącono mu możność ujrzenia granicy realnych możliwości. Rząd Polski odrzucił propozycje. Opinia polska w pełnym przeświadczeniu, że teraz Anglia i Francja będą walczyć za Polskę, zaczęła wysuwać pretensje, któme może dałoby się określić jako śmieszne szaleństwo, gdyby nie były one tak bezgranicznie niebezpieczne. Wtedy rozpoczął się nie dający się znieść terror, ucisk fizyczny i gospodarczy wobec ciągle jeszcze ponad 1,5 miliona liczącej grupy Niemców na obszarach odstąpionych przez Rzeszę. Nie chcę tu mówić o okropnościach, które miały miejsce. Także Gdańsk wskutek postępujących naruszeń prawa ze strony władz polskich coraz bardziej dochodził do świadomości, że bez szansy ratunku został na pozór wydany samowoli siły, obcej narodowemu charakterowi miasta i ludności.
Czy mogę pozwolić sobie na pytanie, Panie Daladier, jak postąpiłby Pan jako Francuz, gdyby przez jakieś nieszczęśliwe zakończenie dzielnie prowadzonej walki jedna z waszych prowincji została oddzielona przez korytarz obsadzony przez obce państwo, a jakieś wielkie miasto - powiedzmy Marsylia - napotykało na przeszkody w przyznawaniu się do łączności z Francją, a Francuzi żyjący na owym obszarze byli prześladowani, bici, maltretowani, a nawet bestialsko mordowani? Pan jest Francuzem, Panie Daladier, i dlatego wiem, jak Pan by postąpił. Ja jestem Niemcem, Panie Daladier, niech Pan nie wątpi w mój honor i w moje poczucie obowiązku [każące mi] by postąpić tak samo. Gdyby Was spotkało to nieszczęście, które dotknęło nas, wtedy rozumiałby Pan, Panie Daladier, co to znaczy, gdyby Niemcy bez żadnego powodu chciały interweniować, by Korytarz w poprzek Francji został utrzymany, by zrabowane obszary nie mogły powrócić, by powrót Marsylii do Francji był zakazany? Ja nie mogę sobie wyobrazić w żadnym razie, Panie Daladier, by Niemcy mogły na takiej podstawie walczyć przeciw Wam, gdyż ja i wszyscy u nas zrezygnowaliśmy z Alzacji-Lotaryngii, by uniknąć dalszego rozlewu krwi. Tyrn mniej chcielibyśmy krew przelewać, by utrzymać istniejącą niesprawiedliwość; która dla Was byłaby nie do zniesienia, a dla nas nie miałaby znaczenia. To wszystko, co Pan, Panie Daladier, pisze w swoim liście, wyczuwam dokładnie tak jak Pan. Może właśnie my, jako starzy żołnierze frontowi, możemy się w niektórych sprawach najłatwiej rozumieć, ale proszę, by Pan zrozumiał także to: że dla narodu posiadającego honor jest rzeczą niemożliwą zrezygnować z dwu prawie milionów ludzi a i widzieć ich maltretowanych przy samej swojej granicy. Dlatego wysunąłem wyraźne żądanie: Gdańsk i Korytarz muszą wrócić do Niemiec; macedońskie stosunki na naszej granicy wschodniej muszą zniknąć. Nie widzę żadnej możliwości, by Polskę, która czuje się nietykalną pod ochroną otrzymanych gwarancji, skłonić do pokojowego rozwiązania. Musiałbym jednak zwątpić w horoorową przyszłość swego narodu, gdybyśmy w takich okolicznościach nie byli zdecydowani, aby problem ten w taki czy inny sposób rozwiązać. Gdyby los przez to zmusił oba nasze narody do walki, byłaby jednak różnica w ich motywach. Ja, Panie Daladier, walczyłbym wtedy z moim narodem o odwrócenie wyrządzonej nam niesprawiedliwości, inni zaś o jej utrzymanie. Jest to tym bardziej tragiczne, że wielu spośród najpoważniejszych ludzi także z łona Pańskiego własnego narodu tak samo uznało nonsensowność rozwiązania z r. 1919, jak i niemożliwość jego trwałego utrzymania. Zdaję sobie jasno sprawę z konsekwencji, które pociąga za sobą tego rodzaju konflikt. Sądzę jednak, że najcięższe ponosić będzie musiała Polska, gdyż bez względu na to, jaki będzie wynik wojny o ten problem, obecne Państwo Polskie na każdy sposób byłoby przekreślone.
Fakt, że to nasze oba narody musiałyby znaleźć się w nowej, krwawej, niasącej zniszczenie wojnie, jest nie tylko dla Pana, lecz także dla mnie, Panie Daladier, bardzo bolesny. Ja jednakże nie widzę, jak już wspomniałem, z mego punktu widzenia żadnej możliwości, by móc wpłynąć na Polskę w rozsądnym duchu, w celu poprawy sytuacji, która jest nie do utrzymania dla narodu niemieckiego i dla Rzeszy Niemieckiej.
Tłum. H. Batowski
Powrót do wykazu
chronologicznego