[Żródła do historii Polski XIX-XX w.]


1934 maj 5, Paryż

Raport ambasadora RP we Francji Alfreda Chłapowskiego

w sprawie rozmowy z ministrem spraw zagranicznych Republiki Francuskiej Louisa Barthou po jego podróży do Polski

Mam zaszczyt podać do wiadomości Pana Ministra, co następuje:

Od chwili powrotu p. Barthou do Paryża widziałem go dwa razy - krótką chwilę na dworcu i dobre 3 kwadranse u niego na Quai d'Orsay, dnia 1 bm.

Na dworcu przywitał się ze mną p. Barthou nadzwyczaj serdecznie, wyrażając się o pobycie w Polsce w najgorętszych słowach. Przyjazny nastrój uwydatnił się tym silniej, że prezesi towarzystw polskich w Paryżu z własnej inicjatywy przybyli na dworzec, by powitać p. Barthou. Panienka w stroju krakowskim wręczyła p. Barthou bukiet kwiatów, a p. prezes Rozen skierował kilka miłych słów do p. Barthou, który był tym przyjęciern widocznie uradowany.

Poza tym byli obecni: minister grecki i jugosłowiański, szereg członków rządu i dygnitarzy francuskich, chargé d'affaires czechosłowacki oraz tłumy publiczności, które p. Barthou przyjmowały owacyjnie.

We wtorek p. Barthou samorzutnie oświadczył, iż pragnie mnie o swoim pobycie w Polsce jak najwydatniej poinformować.

W rozmowie ze mną stwierdził, że pierwsze przyjęcie w Warszawie było ściśle protokólarnie wzorowane na przyjęciu Pana Ministra na dworcu w Paryżu. Opowiadał, że z początku Pan Minister odnosił się do niego z pewną rezerwą, tłumaczył mi też rozciągłość swojego obiadowego przemówienia w stosunku do zresztą - jak mówił - doskonałej mowy Pana Ministra - zbyt późnym otrzymaniem jej tekstu, tak że już nie mógł własnego ołówkiem napisanego przemówienia skrócić. O wieczornych rozmowach prowadzonych I. dnia pobytu dłużej się nie rozwodził, przeszedł zaraz do wspomnień o znaknmicie zorganizowanej ceremonii na Grobie Nieznanego Żołnierza, która silne na nim zrobiła wrażenie, a następnie wypowiedział kilka nader miłych i sympatycznych zdań o panu Prezydencie Rzeczypospolitej.

Przyjęcie, jakiego doznał od pana Marszałka, określił jako proste, ujmujące i serdeczne. Wspomniał o nadzwyczajnej pamięci pana Marszałka, o Jego głębokim orientowaniu się w zagadnieniach politycznych i plastycznym ujęciu drobnych nawet szczegółów. Szczególną przyjemność zrobiło p. Barthou spostrzeżenie pana Marszałka, że p. Barthou przy podpisywaniu aliansu był prawdziwie wzruszony. Dwa razy o momencie tym p. ßarthou wobec mnie wspominał.

Polityczne kwestie przedstawił mi następująco:

Stwierdził:

1o Bezwzględne przeświadczenie pana Marszałka Piłsudskiego o konieczności i trwałości sojuszu polsko-francuskiego, które całkowicie jest zgodne z jego własnym głębokim przekonaniem.

2o Brak zaufania i całkowity sceptycyzm pana Marszałka do obecnego położenia i co do przyszłości Rosji Sowieckiej.

3o Wybitną niechęć pana Marszałka do pruskiej mentalności.

4o Dążność do normalnych sąsiedzkich stosunków z obydwoma największymi sąsiadami Polski i zaznaczenie wagi przymierza z Rumunią.

5o Przeświadczenie, w przeciwieństwie do najróżniejszych kolportowanych wiadomości, że deklaracja polsko-niemiecka z 26 stycznia br. nie jest uzupełniona tajną wymianą listów między panem Marszałkiem a kanclerzem Hitlerem i że sprawy innych państw z deklaracją tą związane nie zostały.

6o Niechęć pana Marszałka do Ligi Narodów przy obrazowym scharakteryzowaniu jej nieodpowiednich metod (przykłady: sprawy Liberii, handlu opium i żywym towarem).

7o Brak zaufania pana Marszałka do Francji, by nie miała ona nadal robić w dziedzinie rozbrojenia dalszych ustępstw. Tej opinii pana Marszałka miał się się p. Barthou stanowczo przeciwstawić.

8o Wstrzemięźliwe nasamprzód traktowanie przez pana Marszałka sprawy rewizji Konwencji wojskowej, które atoli miało się w panu Marszałku zmienić na tle szczegółowej wymiany zdań o marszałku Pétain i o generale Petin, z ktńrego wydelegowaniem do Warszawy p. Barthou się liczy. Nadmieniam, że generała Petin znam od kilku lat osobiście z Lille, gdzie był komendantem korpusu. Odnosił się on do mnie i do spraw polskich (np. przy okazji różnych uroczystości) zawsze nader poprawnie, a uchodzi za pierwszorzędną siłę wojskową.

W powyższych 8 punktach starałem się dokładnie skrystalizować nadzwyczaj żywe i nawet w drobne detale wchodzące wywody p. Barthou. W wywodach tych znać było duże zadowolenie p. Barthou z rozmów warszawskich i silne wrażenie zrobione na niego przez pana Marszałka.

O rozmowach z Panem Ministretn mówił mi pan Barthou bardziej ogólnikowo, kładąc nacisk na coraz większe wzajemne zbliżenie się Pana Ministra i jego, coraz większe zaufanie i nastrój coraz więcej szczerze przyjacielski. Pan Minister bardzo ujął p. Barthou specjalnymi względami, jakie mu okazywał, jak np. towarzyszeniem mu do Krakowa, ofiarowaniem mu starego tokaju z rodzinnych zapasów, o czym mi bardzo sympatycznie p. Barthou opowiadał.

Wspomniał też o tym, że od Pana Ministra dowiedział się, iż wstrzemięźliwość pana Marszałka odnośnic do rewizji Konwencji wojskowej była wynikiem "niemego" zachowania się p. Daladiera, gdy kwestię tę Pan Minister wobec niego poruszył. Zapytał się mnie p. Barthou, czy ten fakt był mi znany; odpowiedziałem, że nie, bo przy rozmowie nie byłem obecny, a Pan Minister sprawy wojskowe traktował osobiście i bezpośrednio. Chcąc uniknąć powtarzań, zaznaczę tu jeszcze z dziedziny politycznej fakt, że p. Barthou wspomniał o rozmowie z Panem Ministrem w sprawie stosunków polsko-czechosłowackich, której rozmowa z panem Marszałkiem nie objęła. Zaznaczył, że do poruszenia jej zachęciło go dopiero przyjacielskie ustosunkowanie się Pana Ministra do niego, bo pamiętał ostrzeżenie, które mu dałem, by w tej materii był ostrożny i się nie narzucał.

Następnie oświadczył mi, że Pan Minister obecne tarcia w stosunkach polsko-czechosłowackich przypisał nastrojom wywołanym przez szykany czeskie względem mniejszości polskiej, że Pan Minister zastrzegł się przeciwko przypisywaniu rządowi polskiemu zasadniczo nieprzyjaznego nastawienia w odniesieniu do Czechosłowacji i że podkreślił lokalny charakter przyczyn tych drażniących incydentów, które to przyczyny winni Czesi usunąć.

O gospodarczych sprawach wspomniał p. Barthou pobieżnie, tak jak gdyby byl rozmawiał z Panem Ministrem tylko o ewentualności wysłania delegacji handlowej francuskiej do Warszawy celem uzupełnienia niezadowalających rozmów paryskich i o sprawie elektrowni warszawskiej. Miał oświadczyć Panu Ministrowi - wobec sceptycyzmu Pana Ministra co do dobrej woli grupy francuskiej do polubownego układania się, iż się postara o to, by grupa wyraziła gotowość do układów. P. Barthou był nadzwyczaj zirytowany komunikatem tutejszego Ministerstwa Handlu i Przemysłu zaprzeczającym, by istniał zamiar wysłania delegacji do Warszawy. Powiedział, że bardzo żałuje, iż nie czytałem telegramu, który w tej materii posłał z Krakowa do ministra przemysłu i handlu, p. Lamoureux, który zresztą zasłaniał się później tym, iż wszystkiemu winne są biura Ministerstwa Przemysłu i Handlu. Gdy zaznaczyłem, że ten komunikat jest znamiennym dla mnie dowodem negatywnego nastroju w tym Ministerstwie do porozumienia z Polską, p. Barthou nie zaprzeczył, a dodał, że owo sprostowanie osobiście go dotknęło i że się takie niedociągnięcia powtarzać nie mogą.

Przy końcu rozmowy, powołując się na specjalnie bliski stosunek jego do mnie, uprawniający go do całkowitej szczerości, opisywał Panią Ministrową jako uroczą panią domu, a scharakteryzował Pana Ministra jako wyjątkowo silną indywidualność, przy czym wyraził nadzieję, że zachowa z Nim w przyszłości jak najlepsze stosunki. Zostaną one ułatwione - jak mówił - jego wolą bieżącego i uczciwego informowania mnie o wszystkich sprawach, w których Pan Minister może być zainteresowany.

P. Barthou wyrażał swoją wdzięczność za ostatni osobiście tak miły dla niego wywiad dla prasy Pana Ministra i specjalnie mnie prosił, bym Panu Ministrowi zakomunikował, iż dodatnie wrażenia, które wywiózł z Polski, a które tak ściśle są związane z osobami pana Marszałka i Pana Ministra, są istotnie głębokie, trwałe i niezatarte. Mocarstwowe zaś stanowisko Polski jest dla niego faktem, z którym będzie się liczył.

Z niniejszego mojego raportu wynika, że p. Barthou starał się przedstawić mi rezultaty podróży jako przewyższające jego oczekiwania. Wiem, że p. Barthou i w stosunku do decydujących czynników francuskich wyniki swej podróży określa jako więcej niż zadowalające, a nawet nadspodziewanie wydatne.

Nie wiem, do jakiego stopnia odpowiada to rzeczywistości i czy nie ma tu zastosowania łatwo zrozumiała z jego strony taktyka. Nie mogę się oprzeć bowiem wrażeniu, że nurtuje w nim pewien niepokój i że usiłuje znaleźć sposoby, które by umożliwiły zrealizowanie harmonijnej współpracy na terenie międzynarodowym polityki francuskiej i polskiej.

Niepokój ten p. Barthou o nadanie międzynarodowej treści polityce zapoczątkowanej podróżą do Polski potwierdzają mi informacje od najbliższego jego otoczenia. Ze żródeł tych wiem, że p. Barthou, zaniepokojony faktem, że co do szeregu kwestii międzynarodowych nie przywiózł z Warszawy programu kolaboracji polsko-francuskiej, odczuwa konieczność znalezienia sposobu do zaktualizowania tej współpracy w różnych dziedzinach. Czuje on potrzebę konkretnych pociągnięć ze strony Francji dla wykazania, że Francja chce do stosunków z Polską wnieść pewne walory życiowe, stąd pogłoski o jego chęci zrealizowania drugiej transzy kolei Śląsk-Gdynia, zresztą praktycznie bardzo trudnej do przeprowadzenia; zainteresowanie się jego rokowaniami gospodarczymi polsko-francuskimi, jak również zagadnieniami prasowymi. Spodziewa się nn rzekomo, że będzie mógł wykorzystać swój pobyt w Genewie w bm., by program ten w osobistym kontakcie z Panem Ministrem ustalić.

Wobec tego, że w najbliższym czasie będę się parokrotnie spotykał z p. Barthou przy różnych okazjach i wobec tego, że uważam za niezbędne podtrzymywać i rozwijać jego zamiary i dążenia w pożądanym dla polityki polskiej kierunku przez możliwie ufny osobisty kontakt, byłbym wdzięczny Panu Ministrowi za polecenie przesłania mi możliwie szczegółowego sprawozdania z rozmów p. Barthou w Polsce. Dotychczas bowiem otrzymałem, jeżeli chodzi o zagadnienia polityczne, jedynie informacje zawarte w telegramie szyfrowym okólnym do placówek z dn. 28 IV 34 r., No. 39.

Wreszcie pragnę zaznaczyć, że podróż p. Barthou do Polski wywarła na tutejszą opinię polityczną wielkie wrażenie. Stosunki polsko-francuskie komentowane są wciąż bardzo obszernie i poważnie w prasie, a także są tematem rzeczowych rozważań w najszerszych kołach politycznych. Można śmiało powiedzieć, że zagadnienie stosunku do Polski nie było od wielu lat brane we Francji tak serio pod rozwagę, jak ma to miejsce w chwili obecnej.


Źródło:
Diariusz i teki Jana Szembeka, opracował T. Komarnicki, t. I, Londyn 1964, s. 159-163.

Powrót do wykazu chronologicznego