[Żródła do historii Polski XIX-XX w.]


1934 kwiecień 23, Warszawa

Notatka wiceministra spraw zagranicznych RP
Jana Szembeka z rozmowy Marszałka Józefa Piłsudskiego

z ministrem spraw zagranicznych Republiki Francuskiej Louisem Barthou

Dnia 23 kwietnia 1934 roku pan Marszałek przyjął w Belwederze ministra spraw zagranicznych Francji p. Ludwika Barthou w obecności pp. ambasadora Laroche, ministra Becka i podsekretarza stanu Szembeka.

Na wstępie poruszono osobiste wspomnienia z podróży pana Marszałka w roku 1921 do Francji, jak zwiedzanie Verdun, okoliczności towarzyszące podpisaniu aliansu itp. Pan Barthou wyraził panu Marszałkowi ukłony od marszałka Pétain i premiera Doumergue. Przy tej sposobności pan Marszałek podkreślił wielkie uznanie, jakie ma dla marszałka Pétain i dla generała Mangin, których uważa za największych dowódców francuskich. Akcję marszałka Pétain w Verdun obszernie i z uznaniem komentował.

Pan Barthou podniósł, iż jest dumny, że jest jednym z tych, którzy alians polsko-francuski podpisali, i że uważa to za jeden z głównych aktów politycznych swego życia. Temu aliansowi pozostał też zawsze wierny. Zapytał też dalej pana Marszałka, jak się zapatruje na obecną sytuację polityczną.

Pan Marszałek odpowiedział mu, że w kilku słowach określi mu to, co uważa za główne zadania polskiej polityki zagranicznej:

I. Zagadnienie stosunków z naszymi dwoma wielkimi sąsiadami.

II. Nasze aliansy z Francją i Rumunią, qui nous donnent beaucoup d' embarras [franc. - które sprawiają nam wiele kłopotów].

lII. Nasi inni sąsiedzi. Sąsiedzi mniejsi, których mamy wielu. Pod tym względem wyglądamy inaczej aniżeli Francja, która ma właściwie tylko dwóch sąsiadów, car au fónd l`Espagne ne compte pas [franc. - gdyż Hiszpania w gruncie rzeczy się nie liczy].

IV. Stosunki z innymi państwami mają dla nas znaczenie drugorzędne i w pracy naszej polityki zagranicznej schodzą na dalszy plan. Tu pan Marszałek zacytował Anglię i Włochy.

V. Stosunek do Ligi Narodów. To ostatnie zagadnienie pan Marszałek obszerniej omówił. Powiedział, że o ile "metody pracy" Ligi nie zostaną zmienione, to zdaniem jego zginąć ona musi na anemię. Zasięg zainteresowań Ligi musi być bardziej ograniczony. Poruszenie na jednej sesji Liberii, Boliwii, Gdańska, Mandżurii, handlu żywym towarem (la vente des fillettes[franc. - handel dziewczynkami]), opium etc. prowadzi do absurdu. Te metody, jeżeli dalsza owocna praca ma być zapewniona, muszą zdaniem pana Marszałka ulec modyfikacji.

Następnie pan Barthou zapytał pana Marszałka, czy zdaniem jego Rosja wstąpi do Ligi Narodów. Pan Marszałek odpowiedział, że miał zwyczaj dwa razy do roku specjalnie badać sprawy rosyjskie. W ostatnich czasach stosunków tych już nie badał, nie może więc uważać odpowiedzi, którą da, za ostateczną i definitywną opinię. Wrażenie jednak, które odnosi w stosunku do postawionego mu pytania, byłoby raczej negatywne.

W dalszym ciągu pan Barthou, powołując się na nowe, bardzo stanowcze decyzje rządu francuskiego w sprawie rozbrojenia, zapytał pana Marszałka, jakie jest jego zdanie pod tym względem. Pan Marszałek powołał się na swoje dawniej wobec ambasadora Laroche`a wypowiedziane zdanie, że Francja w tej kwestii zawsze ustępowała Et je crois, que Vous céderez encore[franc. - I - jak sądzę - ustąpicie raz jeszcze]. Pan Barthou na to: C`est trés dur, ce que Tious me dites, Monsieur le Maréchal, mais je puis Vous assurer, que les décisions prises actuellement par le gouvernement francais sont extremement fermes et absolument définitives [franc. - To co pan mi mówi, panie Marszałku, jest bardzo surowe, ale mogę pana zapewnić, że decyzje powzięte ostatnio przez rząd francuski są bardzo stanowcze i absolutnie nieodwołalne]. W odpowiedzi pan Marszałek przypomniał mu incydent, który się zdarzył przy zwiedzaniu Verdun w I921 roku. Gdy marszałek Pétain dawał w polu objaśnienia, pan Barthou potknął się i o mało nie wpadł do leju wybitego przez granat. Wstając zawołał: Ce n`est rien, je suis habitué de tomber, j`ai été treize fois ministre [franc. - Nic nie szkodzi, byłem trzynaście razy ministrem i jestem przyzwyczajony do upadków].

Nastgpnie pan Barthou na podstawie rozmów z marszałkiem Pétain, z którym łączą go stosunki bliskiej przyjaźni i zupełnego zaufania, zapytał pana Marszałka, czy nie byłby skłonny rozważyć możliwości rewizji konwencji wojskowej, która zawarta przed 13 laty już niezupełnie może dzisiaj odpowiada potrzebom chwili. Pan Marszałek odpowiedział na to, że już niejednokrotnie zwracał na ten stan rzeczy uwagę Francji. To są zresztą kwestie techniczno-wojskowe. Dziś pan Marszałek w tej sprawie inicjatywy podejmować już nie będzie. Pan Barthou, zastrzegając się, że mu ta propozycja przychodzi w tej chwili na myśl i że jej z nikim w Paryżu nie omawiał, pozwala się zapytać trés respectueusement [franc. - z najwyższym szacunkiem] pana Marszałka, czy nie byłby skłonny przyjąć generała Petin, jednego z najzdolniejszych generałów francuskich. Gen. Petin, który był niedawno temu w Rumunii, co by może również pana Marszałka interesowało, nie jest wcale krewnym, ale posiada pełne zaufanie marszałka Pétain. Miałby on za zadanie w Warszawie sprawę konwencji wojskowej z odnośnymi czynnikami polskimi omówić. Rozmowy takie nie wyobraża sobie pan Barthou jako formalne negocjacje, lecz po prostu jako wspólne przejrzenie tekstów i zastanowienie się, czy nie należałoby ich stosownie do obecnych okoliczności przeadaptować. Pan Marszałek odpowiedział, że generała Petin przyjmie. Pan Barthou dodał jeszcze, że gen. Petin nie należy do przyjaciół generała Weygand. Ze swojej misji do Warszawy, ktora by była utrzymana w ścisłej tajemnicy, zdałby sprawę jedynie marszałkowi Pétain.

Następnie była mowa o stosunku naszym do Niemiec. Tutaj pan Marszałek podkreślił, że w metodach prowadzenia tych stosunków zaszły bardzo duże i bardzo poważne zmiany na lepsze. Ustały zupełnie drobne szykany, zajścia graniczne, ataki prasowe etc., które były dawniej na porządku dziennym. To polepszenie stosunków objawia się jednak dotychczas w drobnych rzeczach, jak np. w dziedzinie sportu. Poważne jednak propozycje kolaboracji nie nastąpiły dotychczas. Je les attends toujours [franc. - Ciągle na nie oczekuję]. Nasz pakt z Niemcami w niczym jednak naszej swobody politycznego działania nie ogranicza. Stosunków wewnętrznych w Niemczech, tak zresztą jak i w Rosji, nie można jeszcze uważać za ostatecznie ustabilizowane. Zdaniem pana Marszałka, w Niemczech toczy się teraz walka z tym, co by nazwał duchem pruskim.

Poruszono następnie zagadnienie stosunków niemiecko-rosyjskich. Pan Marszałek podkreślił zmianę na gorsze, która w nich nastąpiła. Spodziewał się tego od dawna, jakkolwiek nie wszyscy to jego zdanie podzielali i nawet tak wytrawny znawca stosunków rosyjskich, jak ambasador Patek, jeszcze w ostatniej rozmowie, którą z nim przed opuszczeniem Moskwy prowadził, stanowczo przeczył, jakoby pomiędzy Moskwą a Berlinem mogło nastąpić trwałe nieporozumienie. Taka jest sytuacja obecna, oczywiście co do dalszej przyszłości pan Marszalek nie chciałby się już dzisiaj wypowiedzieć.

Na zapytanie pana Barthou, co pan Marszałek myśli o położeniu gospodarczym, społecznym itd. w Sowietach, pan Marszałek odpowiada cytując kilka wydarzeń ilustrujących biedę panującą w Rosji. (13-letni chłopak, który z narażeniem życia przepływa Zbrucz po to tylko, by skosztować białych bułek, o których słyszał, że je można dostać w Polsce; podróżni, którzy na stacji graniczej w Polsce kupują zapasy bułek w przekonaniu, że towar ten dalej w Polsce nie istnieje i że jest wystawiony na granicy tylko dla celów propagandowych; filmy propagandowe itp.).

Pan Barthou, który kilkakrotnie podczas rozmowy podkreślił wierność swoją dla polsko-francuskiego przymierza, jego wagę i charakter stały, pyta pana Marszałka, czy ma on zarzuty do postawienia polityce Francji, Est-ce que Vous avez quelque chose á nous reprocher? [franc. - Czy Pan ma nam coś do zarzucenia?]. Wie on, że polityka francuska w sprawie Paktu Czterech wzbudziła u nas duże zastrzeżenia. On sam podzielał w zupełności to nasze stanowisko i w senacie francuskim był jednym z najbardziej zdecydowanych przeciwników paktu. Pan Marszałek, wskazując na pana ministra spraw zagranicznych powiedział, że z nim pan Barthou może sprawy omawiać.

Na tym skończyła się rozmowa, nastąpiło fotografowanie.

Audiencja trwała od [godz.] 5 do 6 i 3/4; caly czas panowała atmosfera serdeczna i pan Marszałek okazywał gościowi wiele osobistej sympatii, przytaczając cały szereg wspomnień z czasów spotkania się z nim w roku 1921 we Francji.

 


Źródło:
Diariusz i teki Jana Szembeka, opracował T. Komarnicki, t. I, Londyn 1964, s. 156-159.

Powrót do wykazu chronologicznego