[Żródła do historii Polski XIX-XX w.]


1934 luty 5, Warszawa

Przemówienie ministra spraw zagranicznych RP J. Becka

wygłoszone w Komisji Spraw Zagranicznych Senatu

Wysoka Komisjo!

Gdy rok temu zabierałem głos w Parlamencie na Komisji Spraw Zagranicznych Sejmu, starałem się analizować ogólne położenie polityczne w Europie i wyciągnąć z niego wnioski dla naszej polityki zagranicznej. Jeśli wracam do moich zeszłorocznych wywodów to dlatego, że wówczas musiałem się w znacznej mierze opierać na przypuszczeniach i przewidywaniach. Dziś natomiast łatwiej o tych rzeczach mówić, bo stoimy w obliczu szeregu faktów, które przypuszczenia te potwierdziły.

Ówczesna ocena brzmiała w skrócie mniej więcej następująco: zjawiska międzynarodowego życia politycznego, podobnie do zjawisk ekonomicznych, wskazują na utrudnienie współpracy międzynarodowej i jak gdyby osłabienie więzów łączących państwa w zespołach szerszych. Nie może nas to jednak upoważniać do zrzeczenia się inicjatywnych wysiłków zmierzających do stabilizacji politycznej i utrwalenia pokoju. Stosownie do naszych sił i środków musimy konsekwentnie realizować konstruktywny wysiłek. Stąd też kładłem szczególny nacisk na nasze stosunki bezpośrednie.

Zasady i dziś pozostały te same. Nie uchylając się od współpracy na szerokiej platformie, bierzemy udział w pracach Ligi Narodów mimo zmiany naszej sytuacji przez fakt, że stosunek nasz z drugim już z naszych znacznych sąsiadów nie znajduje rozwiązań w Genewie. Samo zagadnienie przyszłości instytucji genewskiej stało się tematem szeroko omawianym. Można by nawet powiedzieć, że kwestia pewnych zmian czy reform została otwarta, mimo że formalnie żaden konkretny projekt nie został w Genewie złożony. Już w zeszłym roku wskazywałem na niektóre kwestie, których załatwienie w Genewie wydaje się być dość dalekie od doskonałości.

Skorzystaliśmy z jesiennego Zgromadzenia Ligi Narodów, aby bliżej jedną z tych spraw omówić. Poparliśmy mianowicie wniosek o generalizacji traktatu o ochronie mniejszości narodowych, sądzimy bowiem, że normalnie rzecz biorąc albo te zobowiązania muszą być powszechne, albo dzisiejsze systemy będą musiały ulec rewizji z braku tej podstawy moralnej, który stwarza brak powszechności tego prawa. Te i inne zagadnienia w tej dziedzinie śledzimy i egzaminujemy zawsze w duchu życzliwym dla samej instytucji i nie wątpimy, że tak będą w razie czego stawiane i rozpatrywane wszelkie projekty zmian czy reform.

Drugą sprawą powszechnego znaczenia jest niewątpliwie sprawa Konferencji Rozbrojeniowej i jej smętnych dotychczasowych losów. Trudno mi w tej chwili wiele w tej sprawie powiedzieć. Mamy w każdym razie dwie nowe, bardzo poważne inicjatywy, w formie memorandów rządów brytyjskiego i włoskiego. Rząd brytyjski zakomunikował nam treść swego memorandum, od rządu włoskiego mamy również bezpośrednią interpretację poglądów. Nie można tych spraw zaliczać li tylko do kategorii taktyki politycznej. Dotykają one bezpośrednio najistotniejszych problemów bezpieczeństwa Państwa, dlatego też przystępujemy do studiowania zakomunikowanych nam projektów, biorąc pod uwagę przede wszystkim realną stronę zagadnienia.

Znacznie uchwytniejszy rezultat dał rozwój bezpośrednich naszych stosunków. W roku ubiegłym mówiłem o pakcie o nieagresji ze Związkiem Sowieckich Republik Rad, o prostym wzmocnieniu bezpieczeństwa granicy. Od tego czasu szliśmy konsekwentnie dalej. W dziedzinie bezpieczeństwa uzupełniliśmy pakt nowym układem o definicji napastnika. Osiągnęliśmy, powiedzieć można, maximum dokładności w stwierdzeniu woli nieuciekania się do agresji. Ze szczególnym zadowoleniem stwierdzam fakt udziału sojuszniczej Rumunii w tym układzie, co znacznie rozszerzyło wartość i zasięg tego statutu pokojowego.

Stwierdzenie braku agresywnych tendencji między nami i ZSRR wytworzyło atmosferę, w której stwierdzić było można znikanie sprzecznych tendencji politycznych w szeregu innych dziedzin. W dalszym ciągu można było również wyjaśnić zgodność poglądów na wiele spraw. Zamanifestowało się to np. parokrotnie w toku prac Konferencji Rozbrojeniowej, na samej zaś granicy wytworzyła się życzliwość sąsiedzka, dając swój efekt również w szeregu technicznych spraw. Rząd nasz przywiązuje dużą wagę do tej ewolucji stosunków i kontaktu nawiązanego z rządem Sowietów, kontaktu, który mam nadzieję, będę mógł w niedługim czasie podtrzymać osobiście.

Ubiegły rok zaznacza się radykalnym zwrotem w stosunkach z naszym sąsiadem zachodnim. Gdy rząd kanclerza Hitlera przychodził do władzy, opinia, dość powszechna w Europie, chciała widzieć w skutkach tego faktu konieczność zaostrzenia się stosunków polsko-niemieckich. Rząd nasz tej opinii nie podzielał. Kiedy poprzednim razem mówiłem w Parlamencie o wzajemności stosunków polsko-niemieckich i ich wzajemnym oddziaływaniu, to, proszę mi wierzyć, nie miałem wcale na myśli wyłącznie negatywnej strony tej formuły. Przy pierwszych kontaktach z kanclerzem i jego rządem stwierdziliśmy język jasny i odważny w omawianiu naszych stosunków. Ten sposób traktowania spraw, odpowiadający w całej pełni poglądom naszego rządu, stworzył od razu podstawę do budowy trwalszych form dobrego sąsiedztwa. Jasno sformułowana myśl pozwoliła szybko zredagować jasną treść dokumentu dyplomatycznego, który przy swej zwięzłości, nie naruszając przy tym poprawności jurydycznej, najlepiej scharakteryzował tendencje obu rządów. Powstał nowy dokument pokoju, deklaracja o nieużywaniu przemocy, znaczeniem swym przerastający zwykłe stosunki sąsiedzkie. W tekście samym daliśmy wyraz przekonaniu, że jest to bardzo istotny przyczynek do zapewnienia pokoju europejskiego.

Tak więc w dwóch tak ważnych zagadnieniach rok tibiegły daje nam nowe dzieła pozytywne.

Z zadowoleniem stwierdzić mogę, że nasze przyjazne i dawne w trwałą formę ujęte stosunki zdają egzamin w świetle nowych wydarzeń. Mam tu na myśli przymierza z Francją i Rumunią, pochodzące z początkowego okresu istnienia wskrzeszonego naszego Państwa. Świadczy to - moim zdaniem - przede wszystkim dodatnio o duchu, który je ożywia. Tam, gdzie współpraca państw nie stawia sobie celów napastliwych wobec nikogo, można być spokojnym o los tej współpracy. Pożyteczność jej zawsze znajdzie swoje zastosowanie bez szkody dla dobra ogólnego. W kontaktach osobistych z kierownikami polityki państw sprzymierzonych. które mam zamiar przyjaźnie kontynuować, mogłem stwierdzić jednomyślność tego poglądu.

Z przyjemnością stwierdzić mogę również konsekwentny postęp w sprawie, która nie jest par excellence sprawą dyplomatyczną, gdyż zaczepia o codzienne życie naszego organizmu państwowego, tj. stosunek nasz z Wolnym Miastem Gdańskiem. Przeniesienie się platformy sporów i procesów na próby szukania słusznych i sprawiedliwych układów, opartych na praktycznej analizie sytuacji, dało już i da niewątpliwie na przyszłość dodatnie rezultaty. Mam nadzieję, że myśli i tendencje, ujęte przede wszystkim w naszych układach z sierpnia roku zeszłego, dadzą się rozwinąć w formę trwałego systemu współpracy.

Tak więc, w sferze naszych możliwości rok ubiegły w dziedzinie utrwalenia pokoju z pewnością nie jest stracony. Jestem przekonany, że tak z naszej strony, jak i ze strony naszych politycznych partnerów działają tu dwa najistotniejsze czynniki, tj. świadoma wola rządów i zdrowy instynkt masy obywateli, w wielkim trudzie codziennego życia zdobywających swoją egzystencję i egzystencję swoich rodzin. Uświadomienie sobie wzajemne dobrych tendencji tych dwóch istotnych czynników stanowi dla każdego dokumentu dyplomatycznego najważniejszą gwarancję. Dokumenty dyplomatyczne, tak ujęte, docierają też do życia wewnętrznego.

I jak dla polityki zagranicznej wartość wewnętrzna państwa stanowi najistotniejszy element, tak też kierunek tej polityki musi się w życiu wewnętrznym liczyć. Usunięcie atmosfery animozji i alarmów jest niewątpliwym plusem.

Dążenie do koncentracji wysiłku w dziedzinach twórczych jest normalne i zdrowe.

Sytuacja międzynarodowa Polski stwarza warunki dla twórczej pracy. Może ubędzie parę argumentów do codziennych polemik politycznych, ale stanie się to z pewnością bez szkody dla istotnych wartości naszego życia i możemy mieć tę satysfakcję, że przez nasz wysiłek wnosimy w stosunki międzynarodowe elementy dodatnie, dążąc wraz z innymi do usunięcia niezdrowej atmosfery.


Źródło:
J. Beck, Przemówienia, deklaracje, wywiady 1931-1939, Warszawa 1939, s. 96-100.

Powrót do wykazu chronologicznego