Kanclerz Hitler przyjął mnie dzisiaj o godz.11 w towarzystwie ministra spraw zagranicznych Neuratha.
Na wstępie oświadczyłem kanclerzowi, że jest dla mnie bardzo zaszczytne, że mogę się jemu przedstawić w charakterze posła polskiego. Wspomniałem, że pracowałem już szereg lat nad sprawami polsko-niemieckimi w Warszawie, że wszystkie moje wysiłki pójdą w kierunku rozwijania stosunków między obu państwami, że pozwalam sobie prosić kanclerza oraz rząd niemiecki o zaufanie, zapewniając go, że stoję do jego całkowitej dyspozycji, jeżeli w jakikolwiek sposób będę mógł dla zbliżenia obu naszych narodów być pomocnym.
Przechodząc do właściwej mojej misji, zaznaczyłem: dziesięć dni temu byłem zawezwany do Warszawy celem złożenia raportu panu Marszałkowi Piłsudskiemu. Pan Marszałek przyjął mnie w obecności pana ministra spraw zagranicznych Becka i po wysłuchaniu mego sprawozdania polecił mi w swoim imieniu przedłożyć kanclerzowi Hitlerowi następujący tok myśli:
Gdy rząd narodowosocjalistyczny przyszedł do władzy w Niemczech, wywołało to duże poruszenie w opinii międzynarodowej i wydarzenie to zaczęto łączyć z możliwością poważnych konfliktów politycznych. W tych warunkach musiała być rozważona w Polsce potrzeba poczynienia zarządzeń wzmacniających bezpieczeństwo narodowe. Pan Marszałek, który nie poddaje się podobnym nastrojom, wywołanym przez prasę i propagandę, zaufał kanclerzowi i jego polityce. Nie poczynił żadnych zarządzeń obronnej natury. Pan Marszałek z zadowoleniem stwierdza, że stosunki polsko-niemieckie doznały poprawy od tego czasu dzięki osobie kanclerza i że jego przewidywania zostały potwierdzone.
Rozważając dzisiejszą sytuację, pan Marszałek stwierdza, że bezpieczeństwo Polski opiera się na dwóch elementach, mianowicie na bezpośrednim stosunku Polski do danego kraju - w danym wypadku na stosunkach polsko-niemieckich, oraz na współudziale państw w Lidze Narodów. Tę drugą formę bezpieczeństwa określa pan Marszałek jako pewnego rodzaju reasekurację, wynikającą z tego, że państwa-członkowie Ligi są związane postanowieniami paktu Ligi, procedurami na wypadek konfliktów etc. Otóż ostatnie decyzje rządu Rzeszy, na skutek których Niemcy opuściły Ligę, pozbawiły Polskę tego drugiego elementu bezpieczeństwa. Te decyzje rządu Rzeszy wywołały silne poruszenie w opinii międzynarodowej i nastroje niepokoju. W tych warunkach pan Marszałek zmuszony jest rozważać sytuację jako osoba odpowiedzialna za bezpieczeństwo swego kraju. Pan Marszałek nie chciałby obciążać atmosfery między obu krajami przez wprowadzenie w życie zarządzeń wzmacniających bezpieczeństwo Polski, zanim nie zwróci się całkiem lojalnie do kanclerza Hitlera z zapytaniem, czy kanclerz nie widziałby możności wyrównania w bezpośrednich stosunkach polsko-niemieckich ubytku tego elementu bezpieczeństwa.
W odpowiedzi kanclerz stwierdził, co następuje:
Pragnę przede wszystkim panu sprecyzować moje stanowisko zasadnicze względem pańskiego kraju. Ja liczę się z Polską jako z realnością, której nic zmienić ani przekreślić nie może. Było może błędem poprzednich rządów, że tej realności nie dość rozumiały. Zarówno dla Niemiec Polska jest realnością, jak dla Polski Niemcy. Oba narody zmuszone są do życia obok siebie. Życie narodów nie jest obliczone na 10-15 lat, lecz na setki i tysiące lat.
Stosunki nasze nie zostały idealnie ułożone zwłaszcza dzięki Traktatowi Wersalskiemu, który starał się je utrudnić. Prawdopodobnie było można znaleźć inną solucję, dającą Polsce dostęp do morza. Kanclerz stwierdza jednak z całą stanowczością, że nie myśli bynajmniej o jakiejkolwiek zmianie drogą wojny. Kanclerzowi zależy na dobrych stosunkach z Polską, na wytworzeniu korzystnej atmosfery, tak aby to współżycie obu narodów normalnie się układało. Być może kiedyś w przyszłości dałoby się w atmosferze przyjaźni załatwić pewne sprawy z Polską, np. w drodze kompensaty. (Kanclerz mówi o tym, jak o rzeczach bardzo odległych, nie wymawiając ani razu słowa "granice" lub "korytarz".)
Wszelka wojna sprowadziłaby tylko komunizm do Europy, który jest groźnym niebezpieczeństwem i z którym on walczy. Polska jest tym bastionem, Vorposten od strony Azji. Zniszczenie Polski byłoby nieszczęściem dla tych państw, które by zbliżyły się w ten sposób do Azji. Inne państwa winny to znaczenie Polski jako bastionu rozumieć.
Kanclerz jako nacjonalista nie chce nikogo wynaradawiać. Czego żąda dla swego kraju, to przestania traktowania go jako państwa drugiej klasy. W tym punkcie jest nieustępliwy. Wynaradawianie jest rzeczą bezcelową. Najlepszy dowód Polska, która zmartwychwstała mimo metod wynaradawiających stosowanych przeciwko niej przez zaborców.
Cóż dałaby wojna polsko-niemiecka? nawet w razie wygranej wojny dla Niemiec powstałoby zarzewie nowej wojny odwetowej ze strony polski i tak dalej. Wojny nigdy nic nie dały oprócz zniszczenia. On - kanclerz - był sam na wojnie. Nie należał do tych, którzy byli tchórzami. Widział grozę wojny i jej skutki. Czy Anglia zyskała na wojnie? Wcale nie, wyszła tylko osłabiona. Również wszystkie inne państwa, oprócz może tych, które uzyskały niepodległość. Wojna byłaby barbarzyństwem dla naszej cywilizacji.
Kanclerz i jego rząd nie mają wobec żadnego państwa agresywnych zamiarów. Odnosi się to również do Francji. W Alzacji mieszkają Niemcy, zapewne, ale czy warto dla nich poświęcić milion ludzi? Zresztą odebranie Alzacji wywołałoby tylko irredentę w Niemczech i zarzewie dalszych konfliktów. Jedynie Zagłębie Saary wymaga załatwienia. Tutaj są podstawy traktatowe dla żądań niemieckich i na ich zasadzie kanclerz upominać się będzie o załatwienie tego zagadnienia.
Kanclerz stwierdza, że tak jak do Francji, tak i do Polski nie ma żadnych agresywnych zamiarów i chce, by stosunki między tymi państwami ułożyły się przyjaźnie i pokojowo. Mówi dalej o swoich olbrzymich zadaniach wewnętrznych. Wspomina o bezrobociu, które nie da się nawet w przeciągu kilku lat zlikwidować. Jest to wielkie zagadnienie na bardzo długi okres czasu. Właśnie to zagadnienie wymaga spokoju i współpracy między państwami. Kanclerz zaznacza, że rewolucja w Niemczech była bezkrwawa z małymi tylko wyjątkami. Jedynie może faszyzm równie bezkrwawo doszedł do władzy. Nie chce on, by rządy jego wyszły z krwawymi rękami ze stosunków zewnętrznych. Jest to przeciwne jego całej ideologii.
Kanclerz, który mówi szybko i rzuca szereg myśli, w których stale przebija moment chęci dobrych stosunków z Polską, tłumaczenie, że wszelkie momenty agresywne są jego polityce obce i że wojna byłaby katastrofą dla wszystkich, obawa przed komunizmem, przechodzi do oświadczenia, które mu złożyłem imieniem pana Marszałka Piłsudskiego. Dziękuje on für die Anregung ze strony pana Marszałka wzmocnienia bezpieczeństwa w stosunkach polsko-niemieckich w związku z pewnym osłabieniem tego poczucia wywołanym wyjściem Niemiec z Ligi. Zaznacza, że jego zdaniem trzeba by przede wszystkim wykluczyć ze stosunków polsko-niemieckich myśl możliwości wojny. Po tym pierwszym oświadczeniu ponownie wskazuje na ujemne skutki wojen. Wskazuje na ich bezcelowość i szkodliwość i powraca do myśli wykluczenia wojny w stosunkach polsko-niemieckich, zaznaczając, że można by to ubrać w formę traktatową. Prosi, bym panu Marszałkowi w odpowiedzi na jego zapytanie tę myśl kanclerza podał do wiadomości.
Kanclerz mówi dalej: Polska może być szczęśliwa, że jest rządzona przez tak wielką osobistość, jak pana Marszałka Piłsudskiego. Cóż można jednak wiedzieć o przyszłości? Wszyscy ludzie są śmiertelni. Zarówno może to dotyczyć Polski, jak i Rzeszy, w razie gdyby jego osoby nie stało. Spekulowanie na waśnie wewnętrzne, które by w obu krajach wówczas powstać mogły, byłoby największym błędem. Kanclerz powraca do swej myśli wykluczenia możliwości wojny ze stosunków polsko-niemieckich, zaznaczając, że przyczyniłoby się to niezawodnie do odprężenia wzajemnych stosunków.
W odpowiedzi zaznaczyłem, iż myśli pokojowe wypowiedziane przez p. kanclerza znajdą na pewno u pana Marszałka i u rządu polskiego odpowiedni oddźwięk. Dla uspokojenia opinii publicznej zapytuję się, czy nie byłoby może pożyteczne - podkreślając, że mówię na razie w imieniu własnym - gdyby o tych tendencjach pokojowych można było poinformować opinię publiczną. Kanclerz podchwytuje tę myśl i zwraca się do Neuratha, polecając opracować odpowiedni komunikat, który by został ze mną odpowiednio uzgodniony. W tym miejscu podkreśliłem, że chodziłoby o to, ażeby komunikat nie stwarzał pozorów, że bezpieczeństwo jest tylko chwilowe, co by wręcz przeciwny efekt w opinii publicznej wywołać mogło. Kanclerz potwierdza to.
Żegnając się z kanclerzem, zapewniłem go jeszcze raz o moich najlepszych chęciach i prosiłem go o zaufanie. Kanclerz podkreślił, że mój poprzednik także bardzo lojalną, rolę przy rządzie niemieckim odegrał. P. von Neurath żegnając się ze mną zaznaczył, iż w sprawie komunikatu poprosi mnie jeszcze dzisiaj prawdopodobnie w godzinach popołudniowych.
Powrót do wykazu chronologicznego