Wysoka Komisjo!
Cały poprzedni rok i początek obecnego upływa pod znakiem szeregu większych i mniejszych konferencji międzynarodowych. Zjawisko w zasadzie pocieszające - zważywszy, że trudności egzystencji ludzi i narodów, wywołane zjawiskami ekonomicznymi w pierwszej mierze, wytworzyły w życiu międzynarodowym pewną ostrość stosunków, utrudniającą uzgodnienie wzajemnych interesów. Rola nasza w tych akcjach międzynarodowych przybiera różne formy i rozmiary, zależnie od terenu i tematów, jakie akcje te mają na celu. Najwyraźniej i najbardziej bezpośrednio tendencje naszej polityki wyrazić się mogą w naszych stosunkach i umowach bilateralnych. W miarę rozszerzania się terenów zagadnień z natury rzeczy musimy się ograniczyć proporcjonalnie do naszych sił i środków, nie zrzekając się jednak wykorzystania należnego nam prawa wypowiadania się w kwestiach ogólniejszej natury.
W pierwszej, najprostszej grupie naszej działalności wspomnieć chciałbym przede wszystkim o poważnym kroku naprzód, jaki nastąpił w naszych stosunkach sąsiedzkich. Mam na myśli pakt o nieagresji i umowę koncyliacyjną z ZSRR. Z kilku powodów przywiązuję do tego kroku poważne znaczenie. Przede wszystkim uważam ten akt dyplomatyczny za zdrową formę układu dlatego, że był on potwierdzeniem i utrwaleniem w widocznej formie dokonanej już dodatniej ewolucji stosunków między obu państwami. Z drugiej strony posiada on wartość przykładu udowadniającego, że przy konsekwentnym wysiłku i dobrej woli zainteresowanych stron zawsze znaleźć można odpowiednie formy dla ujęcia i określenia postępu w życiu międzynarodowym. Szczęśliwą i podnoszącą wartość tego układu jest okoliczność, że analogiczne umowy zawarte zostały równocześnie między ZSRR a trzema państwami bałtyckimi, zbliżonymi swym położeniem geograficznym tak do ZSRR, jak do Polski - jak również, że rząd sojuszniczej z nami Francji ułożył swe stosunki z ZSRR na tych samych zasadach. W tych warunkach cały ten system układów nabiera ogólniejszego znaczenia i uważać możemy, że przyczyniliśmy się tą drogą do ogólnego wysiłku, zmierzającego do wytworzenia dodatniej atmosfery dla prac międzynarodowych.
Dalszym terenem, na którym dość znaczną rolę odgrywa nasza inicjatywa, są prace w bloku państw rolniczych Europy Wschodniej. Organizacja ta nie pretenduje do rozstrzygnięcia całości problemu agrarnego tej części Europy; jest to zagadnienie szerokie, którego pomyślnych rozwiązań szukać należy we współpracy państw przemysłowych z rolniczymi. W ten sposób staje się ono zagadnieniem ogólnoeuropejskim. Niemniej jednak zgrupowanie państw, mających analogiczne interesy, dla wspólnego przestudiowania problemu i warunków jego rozstrzygnięcia, wydaje się nam celem najbardziej odpowiadającym naszym możliwościom i pozwalającym nam wspólnie z innymi państwami tego bloku wnieść w międzynarodowe narady ekonomiczne materiał przygotowany i ułatwiający zatem szukanie ogólniejszych rozstrzygnięć.
Z terenów najszerszych, na których manifestuje się nasza działalność, na pierwszym miejscu wymienić muszę stały organ współpracy międzynarodowej - Ligę Narodów i jej epizodyczną emanację, Konferencję Rozbrojeniową.
Ligi Narodów nie można nazwać w całej pełni organizacją światową, gdyż w skali światowej w jej zasięgu istnieją zbyt wielkie luki. Nie można by też szukać w Lidze Narodów instrumentu mającego załatwić wszystkie obchodzące Polskę sprawy. Niemniej jednak w znaczeniu europejskim jest to bardzo istotny czynnik stabilizacji stosunków i jeden z jego głównych celów - tj. próba szukania rozstrzygnięć międzynarodowych na drodze współpracy i porozumienia - jest bardzo bliski tendencjom polityki polskiej.
Praca na terenie Ligi nie jest pozbawiona dla nas pewnych trudności. Wynikają one z tego, że wbrew intencjom twórców paktu Ligi i szeregu z nią związanych traktatów spotykamy się aż nazbyt często z chęcią nadużycia tego forum do celów nic wspólnego z tą organizacją nie mających. Mam tu na myśli przede wszystkim zbyt wielką dowolność w interpretacji tzw. traktatów mniejszościowych. Traktaty te nakładają na sygnatariuszy obowiązek - identyczny zresztą z naszym przepisem konstytucyjnym - obowiązek równości praw wszystkich obywateli. Natomiast systematyczne akcje prowadzone przez pewne czynniki zewnętrzne i wewnętrzne usiłują użyć tej drogi dla celów czysto politycznych. Na ostatniej sesji Rady Ligi zmuszony byłem z okazji jednego z takich przykładów zwrócić uwagę Rady na cały system i w dosyć stanowczy sposób ostrzec, że rząd polski takich procederów tolerować nie może. Aczkolwiek stanowisko Rady Ligi w danym konkretnym wypadku w sposób jasny zaznaczyło się przeciw omawianemu systemowi, to jednak stwierdzić muszę, że przy istniejącej procedurze Rada Ligi jest dość bezbronna wobec tych, którzy tych procederów chcą nadużywać. Nawet jednomyślna opinia Rady nie zawsze może położyć tamę stosowaniu tej metody. Jest to oczywiście nienormalny stan rzeczy, stanowiący dość smutny przykład, że układy i metody oparte jedynie na ufności w dobrą wolę wszystkich współdziałających deformują się zbyt łatwo.
Przechodzę teraz do Konferencji Rozbrojeniowej. Polska jest państwem reprezentującym naród o żywym instynkcie humanitarnym. Polityka jej nie stawia sobie celów mających szkodzić innym w ich normalnym i pokojowym życiu. Temat Konferencji jest zatem dla nas z natury rzeczy interesujący. Opinia świata oczekuje od Konferencji ułatwienia i utrwalenia dzieła pokoju. Tego samego oczekuje Polska. Ale chciałbym przede wszystkich scharakteryzować, na czym polega nasza pokojowość. Jest to, w moim rozumieniu, pokojowość pozytywna, czynna, wynikająca z głębokiego przekonania politycznego i z bardzo istotnych cech naszego narodu. Pragniemy pokoju, bo wierzymy głęboko w trwałość, skuteczność i celowość rezultatów osiągniętych w lojalnej współpracy międzynarodowej. Zaznaczyłem to, aby uniknąć trafiającego się zbyt często w różnych opiniach i sądach politycznych mieszania naszych istotnych pobudek z jakimiś obawami i niepewnością.
Nieporozumienie to trzeba bezwzględnie usunąć.
Polska dąży do pokoju dlatego, że uważa to za dobre dla siebie i dla świata, za nieodzowny warunek wznowienia zahamowanego postępu ludzkości. Chcielibyśmy widzieć trwały rezultat Konferencji i dlatego pragniemy go szukać na drogach realnych i konkretnych. Nie występowaliśmy na początku Konferencji z żadnym szerokim planem rozbrojeniowym. inicjatywa tego rodzaju przekraczałaby, wydaje mi się, nasze środki i możliwości. Po roku prac Konferencji możemy i musimy jednak ocenić jej rezultat i możliwości.
Rezultat tej oceny skłonił mnie do wysunięcia polskiego projektu praktycznego zakończenia obecnego etapu prac rozbrojeniowych. Rozwój debaty na samej Konferencji, rozmowy i wydarzenia polityczne około niej i poza nią pozwalają już, moim zdaniem, wyraźnie określić te dziedziny, w których manifestuje się coraz większa rozbieżność poglądów, i te, w których skutecznie można szukać porozumienia. Jeśli, jako drugi element, przyjąć czas, odgrywający tu znaczną rolę, czas, którego granicę ostateczną widzę w tegorocznym jesiennym Zgromadzeniu Ligi, to wydaje mi się, że można już dokładnie ustalić ramy osiągalnych wyników Konferencji. Jest rzeczą niewątpliwą, że ramy osiągalne znacznie się muszą różnić, znacznie będą skromniejsze od ram pożądanych. Dlatego też projekt nasz - znany panom z przemówienia naszego delegata na Konferencję - pozory ma bardzo skromne. Nie chcę być prorokiem, a zwłaszcza złym prorokiem, ale sądzę, że wszystko to, co na Konferencji mówiono przed naszym wystąpieniem i co się jeszcze zaakcentowało po nim, precyzuje wyraźnie dla Konferencji dwie alternatywy: albo skromny program, oparty na zasadach prostych, łatwych dla dokładnego określenia i łatwych zatem do kontroli - albo niepowodzenie wywołujące zjawisko ujemne, atmosferę zniechęcenia, obniżenie zaufania i wzrost niechęci, więc rezultat wprost przeciwny oda zamiarów i intencji większości państw współpracujących w Genewie.
W dziedzinie samej techniki prac Konferencji jeden szczególnie epizod stał się przedmiotem dość licznych dyskusji i komentarzy. Jest to tzw. konferencja pięciu mocarstw. Pozory, jakoby chodziło tu o stworzenie specjalnego organu międzynarodowego ponad czy poza Ligą i Konferencją, wywołały żywe echo polityczne, które i dla nas nie jest rzeczą obojętną. Przedstawiciel nasz wypowiedział się jasno w tej sprawie i dzięki temu otrzymaliśmy wyjaśnienie i stwierdzenie ze strony najbardziej miarodajnych czynników, że tego rodzaju tendencja była obca intencjom i celom uczestników narad. Uważam wyjaśnienia te za bardzo pożyteczne, gdyż inaczej musielibyśmy się zastrzec stanowczo, że żadne postanowienia odnoszące się do naszych bezpośrednich czy pośrednich interesów, a powzięte bez naszego współdziałania nie mogą mieć dla nas oczywiście żadnej mocy obowiązującej.
W znanych mi ze sprawozdań dyskusjach naszego Sejmu, omawianych również często na łamach prasy, przewijał się ostatnio stały moment propagandy rewizjonistycznej niemieckiej i jej roli w stosunkach międzynarodowych i stosunkach polsko-niemieckich. Kto ma czas i pieniądze, może robić propagandę, jaką chce, i zawsze znajdzie pewną ilość klientów. Nie sądzę, żeby znaczenie tego należało przeceniać. Nikt jeszcze słowami zmiany statutu Europy nie dokonał. W ostatnich dniach zajmowałem się jednak tą sprawą, gdy w artykule prasy angielskiej traktującym o sprawach z tej dziedziny wymieniono nazwisko kanclerza Rzeszy. Niemiecka agencja urzędowa w przedwczorajszym komunikacie przywróciła jednak tej enuncjacji formę dopuszczalną w stosunkach międzynarodowych. Enuncjacje tego rodzaju, niezależnie od ich znaczenia międzynarodowego, odgrywać muszą zawsze pewną rolę w bezpośrednich stosunkach polsko-niemieckich. Stosunki te są bardzo proste: nasz stosunek do Niemiec i ich spraw będzie dokładnie taki sam, jak stosunek Niemiec do Polski. W praktyce zatem więcej zależy w tej dziedzinie od Berlina niż od Warszawy.
Całym naszym postępowaniem wykazujemy, że Polska gotowa jest do lojalnej i twórczej współpracy międzynarodowej, jednak nigdy nie będzie igraszką w niczyim ręku.
Powrót do wykazu chronologicznego